czwartek, 16 października 2014

"Pan Lodowego Ogrodu"- naprawdę warta przeczytania książka



Chciałabym dziś napisać o świetnej książce fantasy, która zawładnęła całkowicie moim sercem. Mam na myśli książkę "Pan Lodowego Ogrodu" Jarosława Grzędowicza. 
Jest to powieść fantasy z domieszkami s-f. Książka posiada 4 tomy. Ja właśnie zaczynam trzeci, a pierwszymi dwoma jestem oczarowana. 
W skrócie, książka zaczyna się, gdy główny bohater Vuko wyrusza w ewakuacyjną misję na inną planetę. Ma tam odnaleźć naukowców, którzy badali nowy, nieznany świat. Nie spodziewa się on jednak, co go czeka na magicznej, owianej tajemnicą planecie Midgaard. 
Niech was jednak nie zmyli początek opowieści, gdyż przeradza się ona w cudowne, barwne i zaskakujące fantasy. Autor, świetnymi opisami bardzo pobudza wyobraźnię, tworząc obrazy które na długo pozostają w pamięci. Książka porusza i sprawia, że człowiek wciąga się całkowicie w tą historię i chce więcej. Jest wiele recenzji na temat tej książki, ja nie będę się rozpisywać. Szczerze polecam ją wszystkim, bo książka jest niesamowita i przenosi czytelnika w inny świat.


wtorek, 14 października 2014

Walka o piękne włosy




Postanowiłam, że rozpocznę walkę o piękne włosy. 

Od dwóch lat zagłębiam się w tajniki włosomaniactwa, jednak zawsze brakowało mi albo czasu, albo chęci, albo dodatkowej gotówki którą mogłabym przeznaczyć na olejki, maseczki i inne cuda.
Co jakiś czas olejowałam włosy, jednak zbyt rzadko, by dało to jakieś efekty.
Zmieniłam też szampony na takie bez sls i silikonów.
Niestety po tegorocznych wakacjach włosy bardzo mi się zniszczyły. Były długie, bo nie podcinałam ich
już dłuższy czas. Końcówki były rozdwojone. Plątały się niemiłosiernie i brzydko wyglądały. Używałam tylko jednej odżywki, która jak się okazało bardzo wysuszyła mi wlosy. Wygłądały naprawdę nieatrakcyjnie. Byłam na siebie zła, bo mimo że wiem co powinnam zrobić, by je pielęgnować, to brakowało mi zaparcia i samodyscypliny.
Dwa tygodnie temu podcięłam włosy. Zaczęłam je intensywnie olejować i zakręciłam się totalnie na punkcie włosów. Pilnie studiuję blog Anwen, który zapewne wszystkim jest już znany. Jest tam mnóstwo przydatnych informacji, a jego właścicielka bardzo motywuje swoimi bujnymi czarnymi falami. 
Do tego kupiłam kilka niezbędnych produktów, które na pewno niedługo pokażę na blogu.
Olejuję włosy co 2/3 dni. Do tego używam maseczek, które nakładam pod czepek i ręcznik
na około 30 minut. Chcę zacząć pić siemię lniane lub drożdże.
Mam nadzieję że uda mi się odratować moje włosy.

środa, 20 sierpnia 2014

Woodstockowe wspomnienia...

Siedząc pod ciepłą kołderką, nachodzą mnie wspomnienia... Wspomnienia cudownych chwil jakie spędziłam na tegorocznym festiwalu Przystanek Woodstock.
To był pierwszy raz kiedy pojechałam na Woodstock. Do wyjazdu namówili nas znajomi. Ja bardzo lubię rockową muzykę i koncertowy klimat, jednak trochę obawiałam się tego wyjazdu. Spodziewałam się bandy pijanych ludzi, nad którymi nikt nie ma kontroli. Wyobrażałam sobie ogromne kolejki do publicznych kibelków, namioty między którymi nie da się przejść, wszech obecne wymiociny i inne dość nieciekawe rzeczy. 
Oczywiście mimo zapewnień znajomych, nie sądziłam, że tak bardzo się mylę.
Wyruszyliśmy we wtorek popołudniu. Gdy przyjechaliśmy na miejsce, faktycznie było już mnóstwo rozłożonych namiotów i ledwo wcisnęliśmy się w wybrane przez nas miejsce. Na szczęście "pod swoją plandekę" przyjęła nas trójka starszych Panów. Zaprosili nas od razu, poczęstowali dobrym trunkiem i użyczyli bardzo upragnionego cienia.
Pole wyglądało niesamowicie. Już pierwszej nocy spotkaliśmy masę pozytywnie zakręconych osób, a z dnia na dzień ich przybywało. Bardzo zdziwił mnie fakt, iż pomimo tego, że byli tam ludzie o przeróżnych osobowościach, poglądach, religiach, to przez te kilka dni nie widziałam żadnej bójki ani żadnej szarpaniny. Księża przytulali się z Punkami, Pan ubrany cały na zielono, z pluszową żabką w ręku i (chyba) choinką na głowie, taplał się w błocie z Metalami i malutkimi dziećmi. Ludzie przechodząc koło mnie przybijali mi "piątki", przytulali się, uśmiechali. Nie spotkałam się z żadną agresją, mimo że w tym roku, na polu było ponad 750 tysięcy osób i nie pilnowała ich żadna policja, straż miejska czy inne służby. Pokojowy patrol bardziej pilnował tego by nikomu nie stała się krzywda., głównie przez upał, który momentami był bardzo uciążliwy. Bardzo dobrym pomysłem były natryski, które mieściły się w kilku miejscach na polu. Naprawdę dawały ukojenie i cudowne ochłodzenie. 
Jeśli chodzi o toi toie, czyszczone były 3 razy dziennie. Po czyszczeniu było nawet przyjemnie i pachniało. Niestety kilka razy natknęłam się w nich na nieciekawe widoki. Kibelków jednak było na tyle, że zawsze znalazł się taki, do którego można było wejść bez uczucia nudności  i ścisku w żołądku;) Wykupiłam sobie też bloczki na prysznice (7zł za wejście). Była tam ciepła woda i można było spokojnie się wykompać. Ja pod prysznic szłam zawsze wcześnie rano lub podczas jakiegoś koncertu. Niestety w innych godzinach były do nich straszne kolejki.
Koncerty były cudowne. Na całym polu tyle się działo, że naprawdę nie było szans żeby zobaczyć wszystko i aby uczestniczyć we wszystkich atrakcjach. Na wzgórzu ASP odbywało się mnóstwo bardzo ciekawych warsztatów: np joga śmiechu, zumba, ściana wspinaczkowa, nauka szycia nerek, czy porady prawne dla każdego. Dodatkowo, na polu znajdowała się wioska Lidla, Play i Allegro i na każdej z nich działo się coś ciekawego.
Ja najlepiej wspominam koncert Acid Drinkers i Jelonka. Naprawdę chłopaki dali świetne koncerty, na których baaardzo dobrze się bawiłam. Podczas koncertu Jelonka było okropnie duszno i czułam jakby moje policzki paliły się żywym ogniem ;) Na ratunek przyjechała straż pożarna, która wjechała miedzy ludzi pod scenę i polewała nas cudownie zimną wodą. Naprawę super orzeźwienie, gdy nie ma czym oddychać, a wciąż chce się skakać i bawić.
Jedzenie nie było złe, ale też mnie nie zachwyciło, dlatego codziennie rano chodziliśmy do Lidla i wręcz pochłanialiśmy wypiekane na miejscu pyszne pizzerinki z pieczarkami i boczkiem. Dodatkowo za każde wydane 30zł w tym sklepie dostawało się przepyszną kawę z ekspresu.
W niedzielę, po wszystkich koncertach, gdy juz opadły emocje i przyszedł czas na pakowanie, czułam zmęczenie, ale też trochę smutek, że te chwile tak szybko minęły... Pozostało mi odliczać dni do kolejnego Przystanku Woodstock, gdyż jestem pewna, że jeśli tylko nic ważnego nie pokrzyżuje mi planów, to na 21. Przystanku na pewno się zjawię.
Mogłabym jeszcze wiele opisywać jednak to trzeba przeżyć. Atmosfery jaka tam panuje naprawdę nie da się opisać za pomocą kilku zdań. Nie sądziłam, że tak bardzo będę tym wydarzeniem oczarowana.
Pozdrawiam wszystkich Woodstockowiczów i do zobaczenia za rok :)))